Purple 💜

 Fiolet od wielu lat jest moim ulubionym kolorem, mimo to w ubraniach znajdziecie go u mnie chyba najmniej. Ostatnio jednak zaczęło się to zmieniać. Zaczęłam małymi krokami wprowadzać go do szafy i jestem zachwycona moimi nowymi zdobyczami. Przede wszystkim pokochałam buty, które znajdziecie w dzisiejszej stylizacji. Mam wrażenie, że sobie je wywróżyłam, bo planowałam iść rano na zakupy w lumpeksie i przed snem przeglądałam sobie welurowe platformy w internetowych ofertach, a kolejnego dnia podczas łowów lumpeksowych je znalazłam! Stały nowiutkie, z naklejkami i to w moim rozmiarze! Nawet nie wiecie jak bardzo się ucieszyłam i ogólnie przez długi czas nie mogłam w to uwierzyć, zwłaszcza, że tydzień wcześniej wywróżyłam sobie tak pudrowo-różową kurtkę i obcisłą hiszpankę w czerwonym kolorze! Po prostu hit! Rozmyślam o czymś, a kolejnego dnia już to na mnie czeka. Niestety już jestem ponownie za granicą i musiałam przerwać moją dobrą passę. 🙈😱😍

Wracając do butów, zawsze stawiałam na czarne, bo uniwersalne. Jest to oczywiście bardzo sprytne podejście, ale przy równie dużej ilości czarnych ubrań warto jednak poeksperymentować. W dzisiejszej stylizacji fioletowy akcent ukazał się właśnie w sandałkach na słupku; gumkach, które noszę także jako bransoletki i topie o kwiecistym wzorze. Do tego dopasowałam jedną z ulubionych spódniczek. Jest rozkloszowana i podkreśla figurę. Posiada materiał w kratę i wyjątkowe zapięcie z przodu. Ubrania połączyłam paskiem gorsetowym (też je ostatnio pokochałam) i dopełniłam kilkuczęściowym naszyjnikiem w złotym kolorze. 

Zapraszam do obejrzenia zdjęć. Sesja samodzielna. 👽


 Co sądzicie o stylizacji? 
Często sięgacie po fiolet w swoim ubiorze? 
💜

Haga Beach Holland

 W obecnej porze coraz cieplejsze dni stają się codziennością. Grube kurtki już z pewnością u większości zostały pochowane. Zaczynamy szukać ubrań na lato, a lato tuż tuż. Obostrzenia stają się coraz łagodniejsze, co bardzo mnie cieszy. Można planować wycieczki!

W dzisiejszym wpisie mam dla Was zdjęcia z przepięknej plaży w Hadze. Jest to miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić. Wybraliśmy się tam w pierwsze cieplejsze dni w tym roku, czyli jakoś na początku kwietnia. Niestety wiele atrakcji było jeszcze wtedy nieczynnych, ale mimo to naprawdę było co robić, a każdy krok na plaży zapierał dech w piersiach!

Zorganizowaliśmy sobie tutaj całodniową wycieczkę. Ogólnie w planach było też zwiedzenie miasta, niestety zabrakło nam na to czasu i zwiedzanie zaczęło i zakończyło się na plaży w dzielnicy Scheveningen. Jest to najpopularniejsza plaża w Holandii. Leży ona nad Morzem Północnym.


Zaczęliśmy oczywiście od podejścia do morza. Przywitała nas długa, piaszczysta plaża i niekończąca się woda. Akurat tego dnia niebo magicznie się z nią zlewało, dając wrażenie np. latających statków. :P

Moją uwagę najbardziej przykuło oddalone od nas w oddali molo. Dzięki niemu i otaczających go budynkach z pewnością ten piękny plażowy kurort można nazwać nowoczesnym. Molo, które znajdziecie m.in. w mapach Google pod nazwą De Pier sięga 400 metrom długości. Wspomnę jeszcze o nim później. ;)

Na plaży zszokowała mnie bardzo duża ilość muszelek. Były dosłownie wszędzie, a w niektórych miejscach, aż niemożliwe wydawało się przejście boso, bo skupiska ich przypominały porozbijane szkło. Poniższe zdjęcie jest fajnym przykładem, bo te jasne skupiska na piasku to właśnie muszelki!

Jeszcze mała ciekawostka ode mnie o muszelkach. W jednym miejscu podniosłam kilka sztuk z idealnie wyrobioną dziurką jak na biżuterię. Pomyślałam, że może komuś pękła bransoletka? Znalazłam jednak takie też trochę dalej, a później jeszcze kolejne. Niektóre miały dziurki również w innych miejscach, więc wychodzi na to, że to naturalne zjawisko. Pokażę je Wam w oddzielnym wpisie i postaram się dowiedzieć więcej na ten temat. ;)


Spacerując po plaży wzdłuż morza, pomijając muszelki, można było znaleźć pomniki i kreatywne pomysły innych na pisaku. Bardzo spodobał mi się zamysł na serce, w którym zostały umieszczone dwie czerwone róże. Romantycznie! Na zdjęciach uchwyciłam również zamek z piasku. Mnie osobiście skojarzył się z budynkiem stojącym na jego tle. Budynek, o którym mowa, to historyczna łaźnia, obecnie niezwykle luksusowy hotel znany pod nazwą Grand Hotel Amrâth Kurhaus. Może nie został odwzorowany zbyt realistycznie, ale jak poszukacie później podobieństw, to znajdziecie ich bardzo dużo! :D


W końcu dotarliśmy do naszego punktu docelowego, wizytówki całego kurortu, czyli pięknego molo z ogromnym, 40-metrowym diabelskim młynem, który chyba najbardziej rzuca się w oczy. Z bardziej ekstremalnych atrakcji, na końcu molo znajduje się platforma z możliwością skoku na bungee oraz zjazd tyrolką. Bardzo ubolewamy, bo każda z tych atrakcji była nieczynna z powodu obostrzeń panujących w kraju. Wizualnie warto zwrócić również uwagę na kolorowe słupki podtrzymujące molo. Wygląda to bardzo magicznie. 

Molo jest podzielone na dwa piętra. Najpierw przeszliśmy się górnym, bez dachu, na powietrzu, a wróciliśmy zadaszonym. Górne piętro jest nastawione ewidentnie na piękne widoki i wyżej wymienione atrakcje. Na dolnym natomiast, na wstępie, powitały nas automaty do gier "Arcade". Bardzo nas zafascynował ten klimat. Za jedno Euro graliśmy z godzinkę jak nie dłużej! Wybraliśmy automaty z grą Pinball. Mnie osobiście przypomniało się dzieciństwo, gdy grało się w nią na komputerze z systemem Windows XP. 😅 Granie na prawdziwym automacie było o wiele bardziej ekscytujące! Bardzo polecam!

Ciekawą informacją jest fakt, że molo zyskało takowy wygląd w 2015 roku. Wcześniej groziło mu rozebranie ze względów bezpieczeństwa.


Z tego co udało nam się jeszcze zobaczyć, a nie uchwyciłam na zdjęciach to rzeźby - Beelden aan Zee. Zachwycały kształtami i rozmiarami, ale przede wszystkim emocjami. Było w nich pełno smutku, oglądaliśmy je z wielkim skupieniem o każdy szczegół. Koniecznie przejdźcie się do nich!

Dodaję jeszcze zdjęcia hotelu Kurhaus, o którym wspominałam wyżej. To z nim skojarzyła mi się budowla z piasku. Został on postawiony w 1885 roku. Ja widziałam go tylko od tej strony, ale już z samego przodu sprawił wrażenie ciekawej budowli.

Cudnych, plażowych widoków nie było końca. Ostatnie ze zdjęć jest moim ulubionym uchwyceniem widoku plaży, które miałam okazję przechwycić w fotografii tamtego dnia. ;)


Byliście w Hadze? 
Jak Wam się podoba ta plaża?

Moje ulubione stylizacje z ostatnich dni | #2 Flat Lay Outfits

 Witam serdecznie, tym razem w modowym wpisie na moim blogu. Mam dla Was trzy ulubione stylizacje z ostatnich dni. Każda z nich jest idealnym odzwierciedleniem tego, w jakim stylu się obecnie noszę. Myślę, że udało mi się je dopracować "na ostatni guzik" i nic im nie brakuje... no może tylko mojego kapelusza, ale nie miałam go wtedy przy sobie. Jestem bardzo ciekawa, która z dzisiejszych stylizacji zostanie Waszą ulubioną. Zaczynajmy!

~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~   ~

Na pierwszy ogień idzie czarno-biała stylizacja z akcentem w postaci pasków. W moich stylizacjach raczej paski na materiale nie pojawiają się zbyt często, nie jestem do nich przekonana, aczkolwiek body z tej stylizacji jest wyjątkiem. Kupiłam je za nie dużą sumę w Sinsay'u i noszę bardzo często do dzisiaj. Body ma przepiękną wstawkę na środku w postaci wiązania, to jest to co uwielbiam i właśnie tym, mimo pasków, skradło moje serce! Do tego dodałam zwykłą, rozkloszowaną spódniczkę z Primarka, a żeby trzymała się dobrze na talii użyłam dodatkowo paska. Na nogi dopasowałam zakolanówki również z białym paseczkiem, pojedynczym, ale zawsze jakieś wspólne akcenty. ;) Na koniec trampki z Bershki, które dodają mi wzrostu, bardzo masywne, ale lekkie. Zawiązałam je sznurówkami naokoło kostki, aby dodać do stylizacji dodatkowy akcent z paskami. 

Druga stylizacja jest już bardziej kolorowa. Pojawiły się niebieskie, jeansowe spodenki, które związałam czerwonym paskiem, aby podkreślić talię, a także zapoczątkowałam tym kolor look'u. Kolejnym elementem, który dopasowałam do tej stylizacji, jest równie czerwony jak pasek - top z fajnymi guziczkami po całej długości na środku, zamieszczonymi z przedniej jego strony. Znalazłam go w lumpeksie na dziale dziecięcym, więc super łup. :D Jako, że letniej pogody jeszcze nie ma za oknem, dopasowałam do tego czarne, ocieplane rajstopy z DM'u. Na koniec botki, które są ze mną bardzo długo, a dalej są niezawodne. Mają czerwoną wstawkę, więc do tego outfit'u jak znalazł. Na dopełnienie dorzuciłam czerwoną, welurową gumkę do włosów, którą nosiłam jako bransoletkę, bo w tej wersji też się one świetnie sprawdzają. :)

Ostatnia stylizacja jest w kolorze musztardowym, który zawsze mi się w ubraniach podobał, ale nie mogłam sobie w tym odcieniu nic w sklepie znaleźć. Los jednak chciał, że któregoś dnia podczas lumpeksowych łowów znalazłam ten oto sweterek z przepięknym wiązaniem i przepadłam. Noszę go gdzie tylko się da, tak go polubiłam. Znalazłam do niego śliczną, dopasowaną spódniczkę z paskami po bokach. Paski są w bardzo podobnym odcieniu co bluzka, dlatego często sięgam po te dwie części garderoby, jak po komplet. Do tego ubrałam długo czekające w szufladzie rajstopy z Aliexpress i tak bardzo żałuję, że już je wycofali ze sprzedaży, bo są fenomenalne! Na zakończenie stylizacji dopasowałam wysokie botki ze złotym ekspresem. Niby żółty i złoto się gryzą, ale w spódniczce też został dopasowany złoty ekspres, więc generalnie pasuje. ;P


Która ze stylizacji najbardziej wpadła w Wasze gusta? 
Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii. :)

Coffee Makeup

 Cześć kochani! Przychodzę do Was z szybkim makijażowym wpisem. Tym razem jest nieco zabawnie, ale równie kreatywnie. Uwielbiam takie makijażowe wyzwania, choć nie mam jeszcze zbyt wielu kosmetyków do ich tworzenia. :P 

Makijaż, który Wam prezentuję został zainspirowany kubkiem kawy. Od razu wyobraziłam sobie rozlaną kawę namalowaną kosmetykami i jako rekwizyt oczywiście jakiś fajny kubek, choć filiżanka też fajnie by tu się wpasowała. ;)

Nie od razu miałam pomysł jak zrealizować swoją wizję. W końcu rozlana kawa to nie taki oczywisty i łatwy obrazek do namalowania. Wygooglowałam sobie jak to mniej więcej wygląda na wzór, żeby nie brudzić stołu w domu (tak, chciałam to zrobić) i zaczęłam improwizować. Twarz to nie kartka, jest kształtna, co dodatkowo utrudniło mi zadanie, ale nie poddawałam się i powyciągałam wszystkie brązowe kosmetyki, aby nadać jak najwięcej odcieni przy kolorowaniu dla dodania jeszcze większej realistyczności.

Po namalowaniu wzoru czułam, że czegoś jeszcze mi brakuje. Wpadłam w końcu na pomysł dodania prawdziwej kawy do makijażu. Wyciągnęłam kilka ziarenek i przykleiłam je do twarzy w odpowiednich miejscach. Posypałam też makijaż kawą sypaną, już zmieloną. Powiem Wam, że to był mój najbardziej zapachowy makijaż jak do tej pory. :D

Tak prezentuje się efekt końcowy. Zadbałam też o to, aby fotografia prezentowała się ciekawie, mam nadzieję, że się Wam spodoba co wymalowałam, jak i samo zdjęcie. 


Dodaję też zdjęcia próbne. :D


☕☕☕
Co sądzicie o dzisiejszym makijażu? 
Podoba się Wam jego realizacja?

DIY: Devil hoodie

 Witam w kolejnym poście na blogu o tematyce DIY. Tym razem zmienimy zwykłą, czarną bluzę w coś oryginalnego. Pomysł na diabelską bluzę nie jest moim pomysłem, znalazłam taką na Aliexpress, ale tam chodzi po ok. 100zł, więc stwierdziłam, że spróbuję wykonać taką sama za mniejsze pieniądze. Ostatecznie znalazłam wszystko w lumpeksie - bluza 3zł, czerwony materiał 2zł! ;)

Zacznijmy od tego, co będzie nam potrzebne:

  • czarna bluza (lub inna, możecie wykonać też aniołka, a może jakieś zwierzę?)
  • czerwony materiał (tu tak samo, kolor wedle Waszego pomysłu)
  • nożyczki
  • igła z nitką pod kolor
  • wata
  • sztywna kartka (do szablonu)

Jeśli już wszystko mamy, to nie pozostaje nam nic innego jak zaczynać naszą pracę. Uprzedzam, jest to czasochłonne.

KROK PO KROKU

1. Na początek szykujemy szablon skrzydełek i rogów do naszej bluzy. Ja namalowałam je wzorując się na zdjęciach internetowej bluzy, jeśli jednak będziecie chcieli, mogę przygotować Wam gotowe szablony do wydrukowania.


2. Następny krok polega na naniesieniu szablonu na materiał. Ja od razu wycięłam nadmiar materiału zostawiając większą jego część na zewnątrz. Musicie naszykować dwie warstwy materiału, ponieważ zaraz będziemy je ze sobą zszywać. Dodatkowo wbiłam igły, aby szablon trzymał się w jednym miejscu.


3. Po przyłożeniu szablonu, obszywamy materiał naokoło niego. Pamiętajcie jednak o tym, aby nie zszyć materiału do końca. Koniecznie zostawcie kawałek wolnego miejsca, abyście mieli jak włożyć watę. Ja w pierwszym skrzydełku niemal o tym zapomniałam, ale na poniższym zdjęciu jest pokazane, jaki odstęp zostawiłam przy drugim. W tym miejscu też najbardziej Wam polecam odstawić igłę na bok. 


4. Gdy obszycie mamy gotowe, dobrze jest przyciąć nadmiar materiału. Ja zrobiłam to w ten sposób:


5. W kroku piątym obracamy materiał na drugą stronę. Robimy to przez zostawioną przez nas niezszytą dziurę. Następnie do środka wkładamy watę. Skrzydełko powinno nie mieć pustych miejsc, ale także nie należy przesadzać, aby nie było zbyt grube. Na pewno to wyczujecie. ;)


6. Gdy skrzydełka mają już odpowiednie ilości waty, należy zszyć pozostawione wcześniej dziury. Powinny nam wyjść mini pluszowe skrzydełka. :D


7. Ostatnim elementem, aby nasze skrzydła wyglądały jak najlepiej jest wyszycie zagłębień. Doda im to jeszcze fajniejszy efekt trójwymiarowości.


8. Po skrzydłach czas na rogi. Do nich też możecie wyciąć sobie szablony, ja uznałam, że wykonam je intuicyjnie. W nich również należy zostawić wolne miejsce, ja wybrałam je na dole.


9. Powtarzamy te same czynności co przy skrzydłach: zszywamy, obcinamy nadmiar materiału, obracamy i wypełniamy watą. Na koniec zszywamy dolną część.


10. W dziesiątym i ostatnim kroku nie pozostaje nam nic innego jak przyszycie w odpowiednich miejscach naszych ozdób. Ja pomogłam sobie miarką krawiecką, ale możecie też poprosić bliską osobę o założenie bluzy, wtedy też jest łatwiej. 

EFEKT KOŃCOWY


Jak Wam się podoba odmieniona bluza? 

Lubicie przerabiać ubrania?

Copyright © Dollka Blog