sobota, 23 stycznia 2016

Case od FunnyCase

Dziś przychodzę do was z recenzją produktów ze strony FunnyCase.pl. Jest to strona, na której sami możemy zaprojektować wzór obudowy. Tylko nielicznych modeli telefonów nie ma na liście, jednak większość smartfonów jest. Czytałam na temat tej firmy różne opinie, pozytywne jak i negatywne. Ponieważ nigdzie nie mogłam znaleźć ciekawego lub chociażby transparentnego case na mój telefon uznałam, że zaryzykuję i zamówię dwa case na tej stronie. Zaprojektowałam logo adidasa na kolorowym, a'la holograficznym tle oraz wzór tumblr'owej czarno-białej kraty z logiem mojego idola i emoji z nim związanego oraz dymkiem z napisem. (Mam nadzieję, że w miarę da się to wyobrazić. Jak nie mogę dać screena :D) Po zakupie dostałam parę maili z potwierdzeniem przyjęcia zamówienia itp. Przesyłka doszła już po dwóch dniach, czego w ogóle się nie spodziewałam. Otworzyłam i moim oczom ukazały się dwa identyczne wzory na obudowach. Moja mina na pewno była bezcenna. Z jednej strony się śmiałam, ale z drugiej nie wiedziałam co powiedzieć. Odkąd kupuję przez internet, a robię to serio często, nigdy nie zdarzyła mi się jakaś niezgodność. Oczywiście postanowiłam poinformować o tym sklep. Odpowiedź dostałam następnego dnia. Przeproszono mnie i poproszono o przysłanie danych na temat etui, jakie mi nie doszło oraz poinformowano, że powtórki nie muszę odsyłać. Pomyłkę zrozumiałam, bo przecież maszyna też może się pomylić i wysłałam w odpowiedzi na mail obrazek w załączniku i screen z ułożeniem go. Paczka została wysłana. Wracam wczoraj ze szkoły i szybko ją odpakowuję, a tu co? Kolejny case z logiem adidasa... serio? :'D Oczywiście napiszę jeszcze raz na mail do tej firmy i poinformuję was co w takiej sytuacji można jeszcze zrobić. Póki co opiszę jakość tych, które mam. Zanim zacznę obejrzyjcie sobie zdjęcia, które przygotowałam do posta. :)


No więc jeśli chodzi o moją opinię na temat jakości, to jestem bardzo mile zaskoczona. Każdy z tych case leży na moim jak ulał. Klawiszy po bokach używa się bez problemu. Mam niestety mały problem z podłączaniem ładowarki. Jej wtyczka jest dosłownie o mały milimetr za duża i jak podłączę ją do telefonu ubranego w takie etui to wyskakuje. Słuchawki natomiast podłącza się bezproblemowo - to najważniejsze. Dużo osób jest ciekawych jak jest z nadrukiem. Ponieważ jeden z case noszę od kilku dni na telefonie, a jego kolony leżą póki co w pudełku z biżuterią, to mogę je porównać i napisać co zaobserwowałam. Na drugim zdjęciu od góry są wyraźnie pokazane wzory każdej obudowy. Ta, którą noszę jest w środku. Jak widać, na górnej części kolor się lekko starł. Dla mnie to jednak nie jest minusem bo, jak zacznie jeszcze bardziej się ścierać, to po prostu będę miała takie pastelowe tło. Czarny nadruk trzyma się mocno. Stracie koloru zauważyłam też na bokach, ale to chyba logiczne, że te miejsca są najbardziej na przetarcie podatne. Skoro kolor się ściera, to czy brudzi? Na szczęście nie. Słyszałam też, że niektórzy dostali "śmierdzące" etui. Moje po odpakowaniu pachniało tym tuszem, ale mnie się ten zapach podobał. :P No chyba, że inni mieli bardziej intensywny ten zapach, to może naprawdę był nieprzyjemny. Jednak spokojnie, jak case będzie używany, to myślę, że zapach będzie czuć przez góra trzy dni, bo w końcu wywietrzeje. (ja czułam zapach tuszu przez dwa dni) Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania to śmiało je zadawajcie. O dalszym postępowaniu na pewno was poinformuję. Może wy też mieliście jakieś ciekawe doświadczenie z tym sklepem? Czekam na komentarze! ;)

sobota, 16 stycznia 2016

DIY: Aliens T-shirt

Dziś pokażę wam co zrobiłam z moją starą koszulką od w-fu. Nie wiem jak wy, ale ja w podstawówce i gimnazjum musiałam nosić białą koszulkę i ciemne spodenki. W obecnej szkole muszę za to nosić czarną koszulkę i czerwone spodenki... ale wróćmy do koszulki, którą przerobiłam. Nie była to koszulka, którą lubiłam nosić, bo dla mnie była za zwykła. Po metamorfozie jednak na pewno będzie inaczej! Ogólnie mam w szafie dużo takich ubrań, dlatego postanowiłam, że nabędę markery do tkanin. Chciałam kupić fioletowy, czarny i biały tak na początek, ale znalazłam na allegro tylko dwa pierwsze w przyzwoitej cenie. Jako pierwszą ozdobić chciałam czarną koszulkę, niestety jasno fioletowy marker w ogóle się na ciemnym materiale nie sprawdził. Zdecydowałam się więc na białą koszulkę i od razu wymyśliłam co z nią zrobię. Zapraszam do oglądania! :)

Na początek naszykowałam potrzebne rzeczy. Prócz pokazanego wyżej markera i białej koszulki naszykowałam sobie naklejki, ołówek i nożyczki z ostrym czubkiem. Ponieważ moim pomysłem było namalowanie na całej bluzce małych kosmitów zdecydowałam się na małą pomoc, abym nie wyjechała i mogła z góry ustalić, w którym miejscu pojawi się mój malunek. Niestety już przy pierwszej buźce ukazała się druga wada tego markera. Przy lekkim dotknięciu materiału mazak barwi o wiele większą powierzchnię niż chcemy, co nie pozwala na precyzyjne rysowanie na tkaninie. Jednak to mnie nie zniechęciło i z chęcią kontynuowałam ozdabianie koszulki.

I w końcu koniec! Tak jak zaleca producent i sprzedawca mazaków, na koniec należy zaprasować żelazkiem nasze dzieło. Tak też zrobiłam. Muszę przyznać, że pod koniec malowania tym fioletowym mazakiem ukazała się jesze jedna wada. Mazak zaczął się kończyć! Na szczęście udało mi się wycisnąć z niego barwnik do końca zaplanowanych buziek alienów. Nie udało mi się (i z resztą po dobrych 5 godzinach pracy zwyczajnie mi się już nie chciało) kontynuować przerabiać koszulkę w miejscu rękawów. Jednak może to dobrze, bo mogę spytać was co robić dalej. Miałam w planach na rękawach namalować poziome, nie grube paski (poziome, patrząc na zdj. wyżej) lub kolejnych kosmitów, jednak nie potrafię sama wybrać co lepiej będzie się prezentować. :D Czekam na pomoc w wyborze w komentarzach i dodaję jeszcze zdjęcie koszulki na mnie.

^tak wróciłam do naturalnego koloru :c to wszystko przez tą głupią piankę xd jak znajdę jakieś farby/tonery, którymi farbują sobie włosy dziewczyny za granicą to dopiero wrócę do kolorowych włosów, bo na dostępnych w Polsce produktach się zawiodłam już sporo razy...

piątek, 1 stycznia 2016

2016

W święta nic dla was nie pisałam. Choć miałam dużo czasu wolnego, to jednak czułam się bardziej zapracowana niż w dni szkolne. Osobiście w tym roku nigdzie w sylwestra się nie wybrałam. Miałam spotkać się ze znajomymi, ale większość, włącznie ze mną, chora. No ale i tak było fajnie. Najgorzej przeżył to mój piesek. O północy wybrałam się z koleżanką pod ratusz, aby zobaczyć wyrzuty petard. Na koniec zostawiam was ze zdjęciami z wczoraj. Jak wy spędziliście sylwestra? :)