Kickin In

Witajcie! Bardzo cieszę się, że makijaż z ostatniego posta się Wam spodobał. Cieszy mnie to, ponieważ bardzo polubiłam artystyczne makijaże. Mam już tyle pomysłów w głowie, jednak na początek muszę zaopatrzyć się w kosmetyki, aby mieć większe pole do popisu. W ostatnim zamówieniu od Zaful pomyślałam o tym i dziś możecie zobaczyć moją małą nowość kosmetyczną... i nie tylko! ;)


Paleta brokatowych cieni

Wspomniana wcześniej paletka. Widziałam ją w większej wersji i to na nią polowałam. Niestety, gdy zdecydowałam się złożyć zamówienie większa została wyprzedana! Tak mi jednak zależało, że i mniejszą chętnie przygarnęłam. Co śmieszniejsze kilka dni po moim zamówieniu, duża paleta cieni wróciła i to o ok. 4$ taniej od małej. Ach to moje szczęście! :D Przechodząc bardziej do recenzji przyznaję, że jeszcze nie miałam jej na oczach, aczkolwiek nabrałam na palec i wstępnie jestem bardzo zadowolona. Ładne kolorki, brokat pięknie się mieni. Odcienie jasne oraz intensywne. Na pewno będę często i chętnie używać tych brokatów.


Duży, pluszowy flaming

Drugą rzeczą z zamówienia jest ten przesłodki flaming. Wybrałam go specjalnie dla mojej siostry. Ona uwielbia flamingi! Pamiętam jak z siostrą poszłam na zakupy do Biedronki i tam moja siostra wynalazła podobnego pluszaka. Nie chciała wyjść ze sklepu bez niego, tak jej się spodobał. Gdy zobaczyłam go na Zaful to bez zastanowienia włożyłam go do koszyka. Siostra akurat miała urodziny, więc to był prezent dla niej. Była przeszczęśliwa! Teraz się z nim nie rozstaje.


Zalotka

Nigdy nie miałam zalotki i prawie wcale nie maluję rzęs. Moje naturalne nie są złe, są nawet fajnej gęstości i długie, ale ich minusem jest brak zakręcenia. Są proste, a przez to mało widoczne. Postanowiłam w końcu się przełamać i nauczyć się ładnie podkreślać rzęsy. Omijałam zabawę z nimi ze względu na moją wrażliwość co do oczu. Jestem bardzo czuła na jakąkolwiek krzywdę w okolicach oczu. Kolejnym minusem przy stylizowaniu rzęs są łzy, które nie wiadomo dlaczego się z nich leją na widok mascary. Kończąc narzekanie muszę przyznać, że zalotka jest super. Po kilku próbach udało mi się ładnie zakręcić rzęsy. Początki są trudne, ale da się w niedługim czasie załapać co i jak. Podoba mi się w niej przede wszystkim grzebyk do rzęs. Fajnie, że zalotka dba o to, aby rzęsy były rozczesane i ładnie ułożone przy zakręcaniu ich. 


Zimowa czapka

W tym roku chciałam kupić sobie nową, ciepłą czapkę na zimę... i kupiłam. Nieważne, że dotarła na wiosnę. Za rok znowu będzie zima i wtedy będzie mi służyć. Wybór padł na tę, bo polubiłam się bardzo z szarym kolorem z domieszką czerni. Ogólnie w czapce dominuje jednak czerń. Jest wykończona fajnym, czarnym pomponem. Zawinięcie czapki również jest czarne i ma na przodzie plakietkę z literą M. Dodatkowo czapka ma doczepione pojedyncze cekiny. Były dla mnie dużym zaskoczeniem, bo na zdjęciach w sklepie internetowym, nie było to widoczne. Na moich też nie jest lepiej. Niestety ciężko je załapać, a warto o tym wspomnieć, żeby nie było negatywnego zaskoczenia, jak ktoś nie lubi świecidełek. W razie co można też zawsze je usunąć. Przy zakupie była na dużej przecenie i widzę, że nadal jest. W środku jest ocieplana. Wygodna do noszenia i nie spada z głowy.

Top z wiązaniem

Zakupu tego topu nie miałam w planach, ale bardzo się cieszę, że go jednak wybrałam. Top ma wiązania na przodzie. Uwielbiam dodatki tego typu na ubraniach. Top ogólnie podchodzi pod taki 'ciężki' styl. Jest krótki, co za tym idzie, odsłania brzuch. Materiał jest bardzo solidny. Nie jest cienki. Ma podwójną warstwę materiału. Będzie genialny na lato. Bardzo pasuje do mojego stylu.

Makijaż artystyczny - Wiosna

Witam! :) Przygotowałam dla was wiosenny makijaż artystyczny! Rysowałam sobie w szkole różne propozycje na artystyczne makijaże, które mogłabym dla was wykonać. Zdecydowałam się na coś wiosennego. Po dniu kobiet wazon pełen kwiatów, więc jedną różyczkę troszkę oskubałam z płatków. Myslę, że było warto, bo efekt bardzo mi się podoba - mam nadzieję, że nie tylko mi. Było ciężko, bo mam bardzo wrażliwe oczy i co chwila leciały mi łzy. Na zdjęciu na szczęście widać tylko zaszklone oczy. Dodatkowo na płatki kwiatka naniosłam brokatowy błyszczyk, który bardzo podrażnił mi oko. Mimo cierpienia ostatecznie z pracy jestem bardzo dumna. :) Zapraszam do oglądania i dajcie znać, czy się podoba! 🤗



Next drawing

Dziś mam dla was post rysunkowy. Pojawiają się u mnie dosyć rzadko, ponieważ na jedną pracę poświęcam dużo czasu. Ostatnio staram się też łączyć pasję i rysować nie tylko na kartce. Stąd też wziął się pomysł na ozdobne liście DIY. Zrobiłam sobie też notesik, w którym zapisuję wszystkie moje pomysły do zrealizowania... ale nie będę już odchodzić od tematu posta. Rysunek powstawał go przez ok. dwa tygodnie, co jest u mnie niezłym czasem. Zapraszam na zdjęcia "krok po kroku". Różne oświetlenie z wiadomych przyczyn - rysowałam o różnych porach. Zaczynamy...


 ... i efekt końcowy. ;)

Może nie najlepsze zdjęcie do porównania, ale to nasze ostatnio najfajniejsze wspólne zdjęcie, a i tak chciałam je wstawić na bloga. :)

Jak wam się podoba moja praca?

Mix zdjęć 🎆

Kochani dużo osób pisze do mnie, abym coś nowego dodała. Bardzo mi miło, że chętnie czytacie mojego bloga i wyczekujecie nowości. Po nowym roku przeprowadziłam się z rodziną do nowego mieszkania, które niestety wymaga jeszcze wiele pracy. Wszędzie lata biały pył od gipsu ze ścian i sufitów. Remont całkowity. Nie chcę wracać do przykrych wspomnień i póki co wspominać o smutkach na blogu, ale los sprawił, że często się przeprowadzałam i musieliśmy z rodziną wynajmować mieszkania. Co za tym idzie, gdy już zaczęłam interesować się wnętrzami, nie mogłam zrobić pokoju po swojemu. Teraz w końcu będę mogła robić co chce i od podstaw tworzę swój pokój. Mam już szalone plany, które jak opowiadam znajomym, to widzę po ich twarzach, że to strzał w dziesiątkę. Powiem wam tylko, że mam już oryginalne piętrowe łóżko, zamówiłam już siatkę ledową, taka nowość, w której od razu się zakochałam i myślę o farbie brokatowej. Brzmi ciekawie? Jeśli tak to zapewniam, że będę teraz robić różne DIY do pokoju i na pewno go zobaczycie! Rozpisałam się trochę nie na temat posta, ale myślę, że i tak miło się będzie oglądało takie moje małe podsumowanie z mojej nieobecności na blogu. ;)

 







 

Le Petit Marseillais

Kochani ostatnio udało mi się zostać ambasadorką Le Petit Marseillais. Jest to moja pierwsza kampania, w której biorę udział. Nie sądziłam, że spodobam się na tyle, że dostanę szanse już przy pierwszej próbie testowania. Jest to dla mnie naprawdę duże wyróżnienie. :)

Kurier zaskoczył mnie, dostarczając paczkę do szkoły. W paczuszce zastałam ładnie zapakowane kosmetyki z gratulacjami i książeczką wydaną dla ambasadorek. Z kosmetyków pojawiły się dwa dezodoranty i dwa żele. Pierwszy zestaw to połączenie białej brzoskwini i nektarynki, a drugi to kwiat pomarańczy.


~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Delikatny dezodorant - Kwiat Pomarańczy. Produkt nie zawiera soli aluminium, więc jedynie ukrywa nieprzyjemny zapach, nie zapobiegając poceniu. Formuła dezodorantu pozwala skórze oddychać. Kwiat pomarańczy w przypadku dezodorantu podoba mi się chyba nawet bardziej od żelu o tym zapachu. Mocniejsza wersja bardziej do mnie przemawia. Utrzymuję się długo, w zupełności sprawdza się na cały dzień. Butelka jest duża o pojemności 200ml. Wygodna, łatwa w aplikacji i wydajna. Kosmetyk nie brudzi ubrań i szybko się wchłania. Można go spokojnie używać po depilacji, bo skóra nie będzie podrażniona. Jest naprawdę delikatny dla skóry.
~*~

Delikatny dezodorant - Biała Brzoskwinia. Produkt zapewnia 24h świeżości i skuteczności działania. Mnie zdecydowanie na cały dzień wystarcza. Zapach jest równie przyjemny jak w przypadku żeli z tej firmy. Jednak w porównaniu do żelu z tej samej serii niestety przegrywa. Tutaj zapach nie jest słodki - jest zdecydowanie mocniejszy. Wyczuwalna jest zawartość alkoholu, jednak głównie czuć to na początku. Po chwili zostaje sam owocowy zapach i ciało naprawdę pięknie pachnie, a zwłaszcza po użyciu uprzednio żelu. Seria brzoskwiniowa to zdecydowanie mój faworyt. Dezodorant nie zostawia śladów. Pomarańczowa buteleczka pięknie się prezentuje.
~*~

Kremowy żel pod prysznic - Kwiat Pomarańczy. Jego pojemność to 250ml. Zapewnia nawilżenie i odżywienie. Ma ciekawy zapach, który długo się utrzymuję, jednak nie do końca do mnie przemawia. Nie jest zły, aczkolwiek kojarzy mi się z piankami do golenia mojego dziadka. Konsystencja jest dosyć gęsta. Pieni się bardzo fajnie, a piana łatwo się spłukuje. Myślę, że będzie bardzo wydajny. Świetnie nada się jako dodatek do prezentu. Ma śliczne opakowanie, które wygodnie można położyć do góry dnem, gdy będzie się kończyć. Butelka nie ślizga się w dłoniach. Żel natomiast nie podrażnia i nie wysusza skóry. Myślę, że warto wspomnieć, że te żele mają pH neutralne dla skóry.
~*~

Delikatny żel pod prysznic - Biała Brzoskwinia i Nektarynka. Jego pojemność to 250ml, co sprawia, że świetnie nada się na podróż, tak jak i poprzedni żel. Zapewnia nawilżenie i odświeżenie. Ma cudowny zapach, po którym od razu nabrałam chęci na słodkie owocki. Gdy go otworzyłam nie mogłam się nawąchać. To zdecydowanie trafny zapach dla mnie. Zapach ogólnie bardzo słodki, więc niektórym może to przeszkadzać. W porównaniu do poprzedniego żelu ten jest o wiele rzadszy. Skóra po jego użyciu jest pachnąca i bardzo miękka. Myślę, że i ten będzie wydajny. Równie dobrze się pieni. Bardzo delikatny dla skóry. Kąpiel z nim ożywia i poprawia nastrój, aż chce się posiedzieć dłużej w łazience. Zapach naprawdę pozytywnie zaskakuje smakoszy tych owocków.

Mieliście do czynienia z którymś z tych kosmetyków?
Copyright © Dollka Blog